Tumblelog by Soup.io
Newer posts are loading.
You are at the newest post.
Click here to check if anything new just came in.

January 06 2013

kili-fili
6878 d776
Reposted fromedenpath edenpath vianaaliaa naaliaa
kili-fili

With foes ahead, behind us dread,
Beneath the sky shall be our bed,
Until at last our toil be passed,
Our journey done, our errand sped.

Reposted fromkusiol kusiol vianaaliaa naaliaa
kili-fili

Pewnego dnia w Ered Luin



Dzień w Ered Luin miał się już ku końcowi, gdy warty w kopalniach zmieniały się. Mimo nieprzychylnych warunków pogodowych panujących w tutejszej krainie, jej mieszkańcy za nic mięli chłodny wiatr, znoszący na nich śniegi ze wzgórz. Zbliżał się koniec wiosny, rozpoczynający roztopy u podnóża Gór Błękitnych, więc nawet tutaj słońce wychyliło się zza ciężkich chmur i oświetlało ostatnimi promieniami przygasłe od mroków kopalni oczy krasnoludzkich górników, opuszczających tunele, ciągnące się gładkimi chodnikami, wijącymi się wgłąb góry w nieskończoność.

Krasnoludy nie są z reguły duszami towarzystwa, a już zwłaszcza kiedy kończąc pracę wita je ostre, przyprawiające o ból i ślepotę światło. Humor ich poprawia się głównie wieczorami, gdy zasiadają na ławach gęsto zaludnionych karczem, by całą noc niemalże (na pewno większą jej część) spędzić na obżeraniu się soczystymi pieczeniami i chłeptaniu miodu z ogromnych (jak na krasnoludzkie standardy) kufli. Opowiadają wtedy najróżniejsze legendy i świńskie historyjki, których tu nie przytoczę, z braku czasu lub ze zwykłej, ludzkiej przyzwoitości.

Nie wszystkie krasnoludy oczywiście są identyczne, chociaż większość nie odbiega od normy, o której elfy zapytane wyrażają się z typową swojej rasie niechęcią. Do tych nielicznych i często zaskakujących swoim zachowaniem krasnoludów należał właśnie jeden z bohaterów naszej opowieści - Fili z rodu Durina, wielkiego władcy krasnoludów, który niegdyś zapracował na dobrą reputację i szacunek dla nich. Nie był on jednak, jakby mogło się wydawać, dumnym i zadufanym w historii swych pradziadów osobnikiem, więc gromada, w której żył traktowała go jak przeciętnego krasnoluda, młodego jeszcze podlotka, którego broda dopiero zaczęła gęstnieć i wić się w długi strumień. Bo musicie wiedzieć, że skończył on całkiem niedawno lat pięćdziesiąt, co u krasnoludów, które potrafią dożyć niemal trzech setek lat, oznacza wiek nastoletni. Można by rzec, że Fili nie odbiegał wiele charakterem od innych młodych krasnoludów, które dopiero zaczynają pochmurnieć i narzekać na puste brzuchy po zakończeniu pracy. Ale nie był on zupełnie zwyczajny, o czym świadczył uśmiech, żegnający ostatnie promienie słoneczne, kiedy opuścił wreszcie kopalnie niedaleko Belegost. Osłaniając się w pierwszej chwili ramieniem, szedł dziarskim krokiem w stronę niedużej chatki na końcu wioski. Wielki kilof zarzucił sobie na ramię, a rękę której teraz dzięki światłu przyjrzał się dokładnie, wytarł o rąbek tuniki roboczej.

Zwykle nie spieszył się on do domu, krocząc ochoczo między ledwo zauważalnymi skrawkami trawy, kiełkującej już mimo mrozów. Jednak dzisiaj, stając na niedużym wzniesieniu, od którego do chatki dzieliło go piętnaście minut jego niespiesznym krokiem, widok który zastał obudził serce w jego piersi tak, że zabiło ono dwakroć mocniej niż zwykle. Pewniej chwycił swój kilof i puścił się niezdarnym, krasnoludzkim biegiem w stronę swojego podwórka, nie spuszczając z oczu potężnego kuca swojego wuja.

Musicie bowiem wiedzieć, że krasnoludy nie są zbyt zwinne, a już na pewno nie są urodzonymi biegaczami. Natura obdarzyła ich przecież krótkimi kończynami, które może nie sprawdzały się na dużych odległościach, jednak pomagały bardzo temu gatunkowi poruszać się w niskich korytarzach kopalń. Co złośliwsi mówili jednak, że krasnoludy potrafią rozwijać większe prędkości, kiedy są do tego zmuszone, gnane strachem lub złością i adrenaliną.

Jak już wspomniałam, Fili był młody, więc z pewnością jego susy i tak zaskoczyły nie jednego sąsiada, który nie spodziewał się takiego wigoru po którymkolwiek z przedstawicieli swojego gatunku o tej porze, w normalny dzień roboczy. Wszystko jednak stawało się dla nich jasne, gdy ich wzrok padał na czarnego konia uwiązanego u płotu śmiesznie małego skrawka ziemi, na którym stała miniaturowa chatka. Z ciekawością przyglądali się także dłużej oknom tego niewielkiego domku, jednak po chwili wracali do przerwanych zajęć, którymi zwykły być jedzenie lub picie.

No ale wróćmy do Fili'ego, który rzucił u progu podwórka kilof i wpadł do domu zdyszany, swoim szaleńczym tempem. Jego obecność przywołała dwie pary poważnych oczu, tak zupełnie różnych od jego własnych, wiecznie zaczepnych, zupełnie nie po krasnoludzkiemu błyszczących i serdecznych. Thorin - wuj Fili'ego zdaje się dopiero przyjechał, bo jego buty były wciąż zabrudzone mokrym błotem, a na jego ramionach spoczywał wędrowny płaszcz.

- Biegłeś tutaj? - twarz młodszego brata Fili'ego rozjaśniła się nagle, odgarniając poważny ton z jego twarzy. Kili był zaledwie pięć lat młodszy i stanowczo nie tak rozważny i spokojny jak jego brat. Oboje co prawda nie uchodzili za wystarczająco gburowatych i spokojnych jak na krasnoludów, jednak gdyby porównywać ich tylko ze sobą, Kili byłby spienioną wodą, a Fili suchym piaskiem leżącym leniwie na brzegu. Poza tym jego twarz, na której broda zaczęła ledwo kiełkować, była uznawana za szczególnie urodziwą (jak na krasnoludzkie standardy), przez co raz nawet zwrócił on uwagę jednej z elfickich księżniczek, o czym nie pora teraz jeszcze opowiadać. Mimo wiecznie czujnych i zatroskanych oczu, Kili zawsze miał w sobie chęć do nowych psot i wynalazków, przez co zmieniał swój fach już stanowczo zbyt dużo razy jak na krasnoluda. Nie był jednak przez to szczególnie potępiany. Krasnoludy nie dbały o plotki, nie były też wścibskie jak hobbici na przykład. Trzymały się własnych interesów i to w szerokim pojęciu tego słowa, gdyż nie obchodziły ich problemy sąsiadów, póki nie dotyczyły one również ich. Krasnoludy były też niezwykle łakome na złoto. Właśnie ta miłość wpędziła je kiedyś w kopalnie i zatrzymała tam już na zawsze, mimo wielu nieudogodnień, jakie musiały znosić.

- Jak tylko zobaczyłem kuca wuja - Fili nie spuszczał wzroku z Thorina, zwanego Dębową Tarczą. Jeśli był ktoś, kto budził szacunek i bezsprzeczny podziw tego nad wyraz lekkodusznego krasnoluda, był nim z pewnością właśnie on.

Potężny i nie już tak młody Thorin obdarzony był nietypową nawet dla jego rodziny dumą, która emanowała z jego osoby z tak nieodpartą siłą, że nawet elfy, chociaż raczej spoglądały na krasnoludy lekceważącym okiem, wobec niego nie mogli pozostać obojętni. Wszyscy szanowali go nie tylko z powodu jego pochodzenia, ale także przez pracowitość, upór i rozważne sądy. Nikt co prawda jeszcze wtedy nie wiedział wokół jakich obszarów Śródziemia skupione są myśli Thorina i jego wszelkie nadzieje, jednak nawet ta historia nie opowiada o tych zaciemnionych zakamarkach jego świadomości.

Thorin ucieszył się na widok kuzynów, o czym świadczyło nieco bardziej rozluźnione czoło wuja teraz stosunkowo gładkie.

- Co cię tu sprowadza, wujku? - Fili z radością chwycił opiekuna za ramię i razem wkroczyli do niedużej jadalni o tak niskim sklepieniu, że nawet Thorin, który był przecież krasnoludem tylko trochę przekraczając typowy krasnoludzki wzrost, niemal zahaczył głową o próg.

- Jak było na wyprawie? - Kili usiadł zadowolony na jednym z krzeseł przy okrągłym stole i wpatrzył się w wuja z przytłaczającą nawet krasnoludzkiego króla czcią. Tak jak już mówiłam, był on bardziej gwałtowny w swoich uczuciach od swojego brata, więc gdy tylko Thorin zjawiał się w Ered Luin, młody krasnolud doznawał istnego katharsis, słuchając o jego przygodach i miejscach, które widział, ludziach, elfach, goblinach, orkach, trollach, czarnoksiężnikach i wielu innych stworzeniach, które poznał, spotkał, a czasem zgładził. Bo mimo że Kili nigdy nie opuścił swojego miasteczka górniczego, tkwiło w nim serce podróżnika i chociaż nigdy nie zwrócił się do wuja z prośbą o zabranie go ze sobą, potajemnie zawsze miał na to nadzieję, gdy Thorin zjawiał się niespodziewanie na swoim potężnym kucu i zabawiał ich swoimi opowieściami. Wkrótce miał się dowiedzieć, że jego sny spełnią się. Nim jednak to się stało Thorin zażądał strawy, ściągnął z siebie podróżny płaszcz i usadowił się na krześle, na którym zwykł siadywać w takich momentach. Kili zaraz podał mu miód, zakupiony w karczmie rano, a Fili zajął się przygotowaniem kolacji, która prawdę mówiąc przypomniała mu o własnym głodzie.

Wkrótce na stole stanął półmisek z soczystą wieprzowiną, dwa bochny chleba i więcej miodu pitnego. Krasnoludy zgromadziły się przy stole i zajęły wypełnianiem swoich brzuchów, przykładając się do tego zadania jak to zwykle bywa. Minęły dobre dwa kwadranse nim powróciły do swojej rozmowy, wciąż popijając z kufli i grzejąc się przy kominku.

- Wujku, opowiedz, gdzie byłeś tym razem - Kili przystawił swoje krzesło bliżej Thorina, siedzącego teraz w szerokim fotelu tuż przy kominku. Schwycił oburącz oparcie krzesła i tak intensywnie począł wpatrywać się w opiekuna, że Thorin porzucił historię o celu swojego przybycia do Ered Luin i postanowił w skrócie napomknąć o tym, gdzie był i jakie przygody go spotkały.

Opowiedział więc o swojej wyprawie do Harlindon wraz z towarami dla elfich wojowników, walczących z tamtejszymi plemionami podziemnych orków. Od czasów zamierzchłych Lindon było wolne od tego typu plugawych stworzeń, jednak najwyraźniej tkwiły one jedynie w ziemi wzrastając w siłę i czekając na odpowiedni moment, by pokazać swą obecność. Thorin musiał naturalnie upewnić się, czy elfy sowicie zapłacą za dostarczone im zbroje, wykonane fachowo czarodziejskimi pod tym względem rękami krasnoludów. Opowiedział o tym, jak część towaru omal nie przepadła podczas przeprawiania się przez przełęcz i o boju, który musiał stoczyć wpadając w zasadzkę orków. Z niesmakiem wspomniał o tym, jak elfy przybyły wtedy w porę i wyratowały jego kompanię z opresji. Pozostał wtedy na kilka dni w Harlindon, by zgromadzić siły i uzupełnić zapasy. I całe szczęście bo czwartego dnia do miasteczka przybył Dwalin, jego krewny i zaufany przyjaciel, który przekazał mu niepokojące wieści z miasta Fornost, które leżało na wschodnim szlaku górskim. Mieszkał tam brat Dwalina - Balin, który donosił o klątwie, jaka spadła na niegdyś urodzajną krainę i prosił Thorina o pomoc w rozprawieniu się ze złem, które wkroczyło w tamte góry i nękało porządnych i i tak już niedawno udręczonych nazgulskimi najazdami ludzi. Thorin co prawda nie obiecał niczego, ale zgodził się wybrać w podróż do Fornostu.

- Więc przybyłem tutaj.

Serce w Kilim zabiło mocniej, gdy w  jego głowie wykiełkowała myśl o celu przyjazdu wuja. Nie wytrzymał długo, więc już w kilka sekund po końcu opowieści poderwał się z krzesła, omal go nie wywracając i zacisnął potężne pięści.

- Czy to oznacza, że zabierzesz nas na wschód? - wypalił z nadzieją dyndającą u zdania niczym długa krasnoludzka broda.

- Wciąż się nad tym zastanawiam - Thorin pokręcił głową. - Zamierzałem co prawda jedynie zbadać tamtejsze tereny i porozumieć się z Balinem, jednak nigdy nie wiadomo co może nas tam zastać. Nie wiem, czy powinienem was narażać. Jesteście wciąż dziećmi.

Cel był tak blisko, Kili czuł go wyraźnie i nie mógł teraz, gdy już go schwycił, tak po prostu wypuścić go nie wiadomo na jak długo. Schwycił się za niemal bezwłosy podbródek i przeklął w myślach swój zupełnie nie krasnoludzki wygląd, który mógłby chociaż trochę przekonać wuja do zabrania ich ze sobą. Kili poczuł ciężką dłoń brata, która spadła na jego ramię. Obejrzał się na niego swoim udręczonym wzrokiem. Fili wystąpił naprzód i uśmiechnął się lekko.

- Chyba najwyższa pora, byśmy zobaczyli trochę świata. Skoro mają to być jedynie zwiady - wziął od Thorina mapę, którą ten po namyśle wyciągnął zza pazuchy. Fili podszedł do stołu z Kilim, który niemal dreptał po jego piętach. Rozłożył ją na stole, przesuwając wcześniej brudne naczynia. Jego oczom ukazało się Ered Luin, Błękitne Góry, później Szara Przystań, Harlindon o którym wspominał wuj. Fili zmarszczył brwi i przesunął grubym paluchem na wschód, szukając miejsca przeznaczenia ich podróży.

- Jest tutaj! - Kili wymierzył w górski szlak znacznie dalej od domu, niż próbował znaleźć go Fili. Co prawda góry znajdowały się jedynie w połowie odległości, jaką w przyszłych przygodach miał on pokonać wraz z bratem i całą drużyną krasnoludów, czarodziejem oraz nawet hobbitem, jednak w tamtym czasie Fili nie słyszał wiele o hobbitach, a już na pewno ciężko było mu wyobrazić sobie miejsce tak daleko od domu. Kili za to odebrał to zupełnie inaczej. Podniecenie w nim rosło z każdą chwilą i powoli pożerał oczyma krainy, które przyjdzie im przejść podczas tej przygody.

- Powiadomiłem już Gloina i Oina. Powinni przybyć tu lada chwila - Thorin podszedł z wolna do braci, przyglądając się wciąż z wahaniem Kili'emu i ważąc ryzyko. - Wtedy pokażę wam szlak, którym planuję ruszyć.

Ledwo zdążył to powiedzieć, a ktoś zaczął dobijać się do drzwi małego domku. Fili ocknął się już nieco ze zdziwienia i z uśmiechem, zwiastującym jego wyborowy wręcz humor i zapał do przygody, ruszył by otworzyć odrzwia. Przed nim stanęły dwa krasnoludy, jeden siwy zupełnie, drugi z piękną czerwoną brodą, wsadzoną za pas. Oboje byli uzbrojeni i zaopatrzeni na wielotygodniową podróż. Skłonili się Fili'emu.

- Gloin i Oin, do usług!

Fili odkłonił się zwyczajem krasnoludów, przedstawiając się i przepuścił gości, zabierając od nich manatki i układając na niedużej skrzyni obok wejścia.

Gloin - potężny krasnolud obdarzony niezwykle nieprzyjaznym wyrazem twarzy od razu skierował się w stronę Thorina, by powitać go i podziękować za wiadomość. Zachowywał się w sposób niezwykle oficjalny, co tylko mogło utwierdzić pozycję Króla Krasnoludów. Przyjął on dalekich krewnych z radością, ciesząc się z tak szybkiego ich przybycia. Wszyscy zasiedli przy stole, przez co Fili i Kili znów mięli ręce pełne roboty.

Bo jak już wspomniałam, krasnoludy jedzą bardzo wiele i w krótkich odstępach czasu. Dwójka nowych gości może się wam wydać zupełnie nieznacznym powiększeniem się towarzystwa, jednak w przypadku krasnoludów często trzeba gotować nawet trzykrotnie więcej jedzenia na każdego głodnego, niż kiedy mowa jest o ludziach. Tak więc Kili był zmuszony pobiec do spiżarni, po zapasy zrobione na kilka kolejnych dni. Bez żalu jednak otworzył kolejną beczkę pitnego miodu, bowiem zdawał sobie sprawę, że wkrótce opuści Ered Luin i wyruszy na spotkanie przygody, z której kto wie, kiedy będzie dane mu wrócić. Już w myślach widział niekończące się puszcze, dzikie pustkowia, piękne elfickie miasta, groźne stwory czyhające na ich życie i niezmiernie nawet te wizje mu się podobały. Miał nadzieję, że wyruszą jeszcze tego samego dnia, jednak gdy zobaczył słońce znikające na dobre za horyzontem, był zmuszony powrócić z krainy marzeń i zająć się gośćmi.

Gdy wszyscy najedli się do syta, a bracia posprzątali po wieczerzy, Thorin przedstawił swój plan nowo przybyłym i zaczął wyznaczać na mapie szlak, prowadzący do Fornostu. Palcem przeciął rzekę Lhûn, wspiął się nim na góry Evendium, przeskoczył jezioro Nenuial, skierował się w dół przez most na Brandywinie do Bree, a później już głównym gościńcem do królestwa Fornostu.

- Czeka nas długa przeprawa krainami ludzi - zauważył Oin, krasnolud równie srogi, jak jego brat, obdarzony jednak niezwykle mądrym spojrzeniem, sięgającym wgłąb duszy. Był on oczytanym i rozsądnym krasnoludem, który znał się sporo na różnego rodzaju ziołach i często wiedzą leczniczą dościgał niejednego elfa. Wyraźnie nie do końca podobał mu się pomysł tej wędrówki, jednak nie na tyle, by próbować odwieść podróżników od niej lub choćby sam z niej zrezygnować.

Późnym wieczorem wszystko zostało ustalone. Bracia spakowali swoje rzeczy, a także zgromadzili zapasy na podróż i ułożyli się na prowizorycznych pryczach, odstępując swoje łóżka gościom. Kili długo jeszcze próbował zagaić coś niecoś do Fili'ego, jednak po kolejnej odpowiedzi brata nie zdradzającej zainteresowania rozmową, a jedynie chęcią uśnięcia wreszcie, mimo odczuwanego podniecenia, zamilkł i sam marzył o przygodach, jakie na niego czekają, wpatrując się w księżyc, oświetlający jego twarz.

Długo jeszcze nie zasnął tej nocy, a gdy wreszcie mu się to udało śniły mu się rzeczy, których nigdy wcześniej nie widział. Zielone lasy o drzewach wysokich tak, że ich korony ledwo widać było gołym okiem, smukłe stworzenia, ukrywające się w zielonym gąszczu oraz owady wielkie jak krasnolud lub nawet dwa.



(źródło : http://druzyna-debowej-tarczy.blogspot.com/ )
Zapraszam do wpadania i komentowania. Przyjmuję zamówienia na pojedyncze urocze porno-historyjki, czy inne tego typu fanaberie

January 05 2013

kili-fili
kili-fili
kili-fili
kili-fili
kili-fili
2070 3e2b
Co ja niese
kili-fili
kili-fili
3565 9ee1
kili-fili
8496 58db
kili-fili
#suspenders feelings
4384 ae28
kili-fili
lotr valentines giftcard
kili-fili
kili-fili
kili-fili
kili-fili
kili-fili

avengelock-hiddlebatch:

Part 1/3 —The Hobbit Blog (Starring Legolas being sassy)

kili-fili
Older posts are this way If this message doesn't go away, click anywhere on the page to continue loading posts.
Could not load more posts
Maybe Soup is currently being updated? I'll try again automatically in a few seconds...
Just a second, loading more posts...
You've reached the end.

Don't be the product, buy the product!

Schweinderl